Wpisy

  • środa, 30 października 2013
    • Dzieciństwo w latach 80.

      The Soundtrack Of My Life...beztroskie lata 80. Jak to było możliwe, żeby w tak ciemnej komunie, o której  mówi się dziś tylko i wyłącznie źle, przeżywać tak szczęśliwe dzieciństwo? A jednak. Po prostu wtedy niewiele potrzeba było do szczęścia. Wystarczył cały dzień spędzony na grze w piłkę z kolegami, w międzyczasie czerwona oranżada z butelki a wieczorem "Bolek i Lolek", "Reksio" albo "Pszczółka Maja". A raz od wielkiego święta - film, na przykład: "Niekończąca się historia". Każde dziecko chciało iść na to do kina. Pamiętam rekordowo długie kolejki do kas w kinie "Kosmos". Dziewczynki kochały się w Atreju, a chłopcy chcieli podróżować na latającym psie. W telewizji często leciał klip "The Neverending Story" Limahla, który wzmagał apetyt na obejrzenie filmu. A jak już ktoś obejrzał w kinie, to przeżywał ekstazę. I szedł drugi raz, a potem kolejny i jeszcze następny. Byli tacy, co obejrzeli niektóre tytuły w kinie po kilkanaście razy. Dzisiaj-nie do pomyślenia. To kolejny dowód na to jak inne to były czasy. Wtedy niedosyt, który wzmagał apetyt. Teraz przesyt i to taki, że na nic się nie ma większej ochoty.
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      środa, 30 października 2013 10:15
  • niedziela, 27 października 2013
    • Mietek Fogg na pikniku przedszkolaka!

      The Soundtrack Of My Life...Mietek Fogg na pikniku przedszkolaka. Brzmi surrealistycznie, ale pięknie zabrzmiała ta muzyka w te jesiennie kolorowe, słoneczne przedpołudnie. Kogoś musiało natchnąć, żeby umieścić to na playliście takiej imprezy. Trudno teraz o bardziej anachroniczną muzykę a jednak w plenerze brzmi znakomicie i sama z siebie tworzy wyjątkową atmosferę. Ja należę do pokolenia,  które Mieczysława Fogga kojarzy z programu "Koncert życzeń" nadawanego w niedzielne przedpołudnie w TVP 1 w latach osiemdziesìątych. Puszczali wtedy piosenki eleganckiego dziadunia po życzeniach dla par świętujących przynajmniej złote gody. I jakoś te dźwięki w głowie się przechowały. Kilka lat temu kupiłem sobie składankę i tak  leciało to sobie po kilka razy dziennie w czasie, gdy malowałem mieszkanie. Kładłem więc kolejne warstwy farby a muzyka przenosiła mnie w przedwojenny czas do świata, którego już nie ma, świata w którym nasi pradziadkowie przeżywali swoją młodość zupełnie inną od naszej a jednak z takimi samymi pragnieniami i tęsknotami. Jeśli jeszcze macie pradziadków, albo dziadków urodzonych przed wojną, zapytajcie ich o to, jakiej muzyki się słuchało, na co chodziło do kina, co się robiło po szkole lub po pracy, jak smakowało przedwojenne wino i słodycze. Przechowajcie te opowieści w waszej pamięci a w ten sposób ocalicie, choć mignięcia tamtych czasów. Wtedy też zrozumiecie o czym śpiewał Mietek Fogg. A zatem, muzyka-Władysław Szpilman, słowa- Ludwik Starski, absolutny klasyk polskiej piosenki, który przywołuje pamięć o czasach i wartościach, które warto ocalić od zapomnienia.
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 października 2013 23:04
  • sobota, 19 października 2013
    • I hate everything about you...

      The Soundtrack Of My Life...gdy miałem 16 lat. Szalała wtedy grungowa zawierucha i każdy gitarowy debiut nawiązujący choć trochę do tego, co grali w Seattle miał spore szanse na sukces. I oto wiosna 1992 przynosi debiut Ugly Kid Joe. Singlowe 'Everything About You' to prawdziwy killer. Utwór tak zły, że aż znakomity.  Czego tu nie ma: bezczelny, chwytliwy riff, knajpiane klawisze, cudownie wieśniacka solówka, rapowe i jazzowe wstawki wokalisty, bluesowe zagrywki. A wszystko to zagrane z takim wykopem i jajem, że brzmi lepiej niż tysiące 'poważnych', nadętych rockowych numerów. Gdyby debiutowali teraz pewno byliby objawieniem, a tak jesteśmy skazani na Arctic Monkeys i setki podobnych kapel, które choć też wtórne i w sumie fajne, to jednak nie dają takiego funu ze słuchania. Młodzieży, co lubi czad i chce się przekonać, co znaczy prawdziwa i niczym niezmącona radość z grania, zamiast po raz tysięczny katować 'Smoke On The Water' czy 'Enter Sandman', nauczcie się grać 'Everything About You' a wtedy ubaw gwarantowany. Muzyka może wtórna i wsteczniacka a zespół nieistotny, ale pokażcie mi rasowego rockera, który skuteczniej poprawia humor.
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      sobota, 19 października 2013 22:29
  • sobota, 12 października 2013
    • The Best Of Prog Rock

      The Soundtrack Of My Life...Queensryche. Tego słucham ostatnio namiętnie. Dwie genialne płyty 'Operation:Mindcrime'(1988) i 'Empire'(1990) zawierają więcej znakomitych kompozycji niż kebab z Wernyhory mięsa. Jeśli komuś krew szybciej krąży przy dwóch gitarach grających unisono i lubi nieco bardziej skomplikowane kompozycje, muzyka Queensryche z tego okresu dostarczy mu wielu niesamowitych wrażeń. 'Another Rainy Night' ma smakowity otwierający riff, melodyjną solówkę i popis wokalny Geoffa Tate. To najlepsze czego można oczekiwać od prog rocka. Jeśli przy pomocy dwóch gitar, basu, bębnów i wokalu można tworzyć piękno, to Queensryche w swoim najlepszym okresie zbliżyli się w tej estetyce do ideału.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      sobota, 12 października 2013 20:35
  • sobota, 05 października 2013
    • This Is Hardcore!

      The Soundtrack Of My Life... Po ostatnim odcinku (słynny kwartet z Wysp), aż się chce zapodać surowe gitarowe mięcho. Kto zna Helmet?- ręka do góry! Nie widzę. No to trzeba nadrobić braki. To przecież oni wypromowali hardcore (słówko i gatunek muzyki). Na początku lat 90 okazało się, że czapka z daszkiem na głowie nie przeszkadza w robieniu sensownej gitarowej muzyki. Helmet miał prawie wszystko: riffy ostre jak brzytwa i ciężkie jak pięść Tysona, sekcję rytmiczną niczym silnik Diesla, równe kompozycje i niegłupie teksty. Niestety talentu starczyło na jeden naprawdę cenny wystrzał-płytę 'Meantime' z 1992 roku. Potem było już różnie. Jak mi się krew gotowała, słuchałem tego na zmianę z Rage Against The Machine. Teraz jestem za stary i zbyt wybredny na jedno i na drugie. Ale jak sobie czasem włączę, to głowa się sama kiwa i nóżka też chodzi.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      sobota, 05 października 2013 22:29

Tagi

Zakładki

  • Http://autystyczni.blox.pl/html

  • Http://rafalstec.blox.pl/html

  • Https://www.facebook.com/pages/Stowarzyszenie-Rodzice-dla-Szczecina/201741846620437

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa