Wpisy

  • sobota, 03 maja 2014
    • Trudne życie wiernego kibica

      The Soundtrack Of My Life...Coldplay. Jeden  z tych bandów, których dyskografię przestudiowałem dogłębnie...w tramwaju, w drodze do pracy. Każda kolejna płyta inna, wnosząca coś nowego do muzyki zespołu. Do niedawna ich najświeższe dokonania kupowałem w ciemno. Ale 'Mylo Xyloto' wystawiło mnie na próbę. Moim zdaniem to krok w tył, porażka artystyczna, rzecz trudna do zaakceptowania dla kogoś, kto śledził z zainteresowaniem ich rozwój i kibicował tej ekipie. Są tam ciekawe momenty, ale całość to głębokie rozczarowanie. Szczyt ich dokonań to moim zdaniem 'X&Y' - wszystkie najlepsze pomysły z wcześniejszych płyt plus kilka niespodzianek. Jedna z nich to 'Talk', utwór nietypowy dla nich, bo oparty na gitarowym riffie. No i oczywiście ta pulsująca superprodukcja. Po necie hulają już fragmenty zwiastujące nowy materiał i ...jest ciekawie. Chyba znowu dam się namówić.
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      sobota, 03 maja 2014 21:47
  • czwartek, 01 maja 2014
    • Zespół drugoligowy, przebój ponadczasowy

      The Soundtrack Of My Life...Soul Asylum. Band drugoligowy, utwór ponadczasowy. Był taki okres w drugiej połowie 1993, że leciało to wszędzie. Wszystko dzięki MTV, które wyczuło potencjał tej piosenki i dzięki heavy rotation powstał z tego globalny hit. Ostatnio wydobyłem składankę gitarową z lat 90, którą puszczam sobie czasami w aucie i 'Runaway Train' ciągle brzmi świeżo. Z całej dyskografii Soul Asylum znam tylko 'Grave Dancers' Union' i jest to naprawdę solidny album. Popularność całkowicie zasłużona. Ale żeby utrzymać się w mainstreamie zabrakło im wyrazistości. Skoncentrowani na muzyce, oprócz Dave Pirnera raczej nie rozpoznawalni muzycy, nie poszli drogą wielu alternatywnych ekip, które z klubów trafiły na stadiony. Wielki plus za ryzykowne z komercyjnego punktu widzenia  obrazki w klipie. Ciekawe, czy ktoś z tych zaginionych wrócił do bliskich. Wiem o kilku z nich, których ciała zostały odnalezione kilkanaście lat później gdzieś w głuszy. Ostatnia scena zmroziła mi krew w żyłach. Ten maluszek nigdy nie został odnaleziony!
       
      
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 maja 2014 14:24
  • niedziela, 27 kwietnia 2014
    • MROK, BRUD I CZAD

      The Soundtrack Of My Life...Alice In Chains. W tym Seattle to chyba słońca za często nie widzą. Trochę jak u nas. Dlatego grunge trafił tu na dobry grunt. Taka muzyka jak się ma 16 lat - bezcenna. Masz doła bez wyraźnej przyczyny i z tego samego powodu wszystko cię wkurza, to sobie włączasz Alice In Chains. I wtedy jest... jeszcze gorzej. Dostajesz czad, mrok i wykrzyczany ból w trudnej do przyswojenia dawce. Mimo tego, że to jest bardzo interesująca muzyka, to wysłuchanie płyty 'Dirt' w całości jest doświadczeniem traumatycznym. A na końcu mamy 'Would' - antyprzebój. Jest pełzający bas na wierzchu, dwugłos Cantrella i Staley'a, urozmaicona gra perkusisty i ten ociężały gitarowy atak - brzmienie natychmiast rozpoznawalne. Potężny numer. Jeden z tych, co się zdarzają kilka razy na całą karierę. Niedawno powrócili, nagrali dwie niezłe płyty, ale wiadomo - to co było 20 lat temu nie będzie nam już dane.
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 kwietnia 2014 14:48
  • poniedziałek, 21 kwietnia 2014
    • Szacunek dla słuchaczy - rzecz pierwsza

      The Soundtrack Of My Life...Pearl Jam. Drugi w kolejności zespół z okolic Seattle, który poznałem na przełomie 1991/1992. Po usłyszeniu 'Alive'  w MTV bez dyskusji pomaszerowałem zakupić ich debiut 'Ten'. Nie od razu oswoiłem tę muzykę. Niby też wrzuceni do worka z metką 'grunge', ale grali zupełnie coś innego niż Nirvana czy Soundgarden. Teraz jak tego słucham, to wydaje mi się, że bliżej im do korzennego rocka niż do alternatywy. Jedno od ponad 20 lat u Pearl Jam pozostaje niezmienne - szacunek dla słuchacza i wierność pewnemu etosowi - najpierw muzyka, potem promocja i cała reszta. I to mi się w nich podoba. Sukces komercyjny nie przewrócił im w głowie. To rzadkość. Przez całą karierę nagrywają tylko płyty dobre i bardzo dobre z olśniewającymi momentami. Na debiucie było ich chyba najwięcej. Ten to oczywistość.
       
      
       
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 kwietnia 2014 20:44
  • czwartek, 17 kwietnia 2014
    • Cornell za późno przyjechał do Szczecina

      The Soundtrack Of My Life...Soundgarden. Czyli znów Seattle i okolice. Kilka lat temu, w ciepły, czerwcowy wieczór przez otwarte okno  przyniosło do mnie głos Chrisa Cornella śpiewającego 'Black Hole Sun'. Dźwięk ze sceny na stadonie Pogoni był słyszalny tak dobrze, że można było bez problemu odgadnąć tytuł utworu i usłyszeć śpiewany tekst.  To był Szczecin Rock Festival. Kilkanaście lat wcześniej, gdy zasłuchiwałem się w 'Badmotorfinger' i 'Superunknown'  nie uwierzyłbym, że w moim mieście coś takiego się wydarzy.  Dla mnie  stało się to o wiele za późno. Na początku lat 90 Soundgarden byli w mojej Premier League.  Koktajl pancernego momentami brzmienia, zaskakujących pomysłów aranżacyjnych, przedziwnych podziałów rytmicznych i wiercącego dziurę w mózgu głosu Cornella trafiał do mnie idealnie. 'Outshined' ma to wszystko. A najlepszy jest ten pancerny  riff. Ich muzyka zmieniła się nieco na 'Superunknown'. Niby dalej było to ciężkie granie, ale już wymykające się łatwym klasyfikacjom typu 'tu Sabbath a tu Zeppelin'. Dla mnie jedna z najlepszych gitarowych płyt wszechwag. Niedawno wrócili po 17 latach przerwy i jak gdyby nigdy nic  nagrali dobry album 'King Animal'. Ale to już nie są te emocje, co kilkanaście lat temu. Co robić, ludzie się starzeją.  I muzycy i słuchacze.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 kwietnia 2014 10:54
  • poniedziałek, 07 kwietnia 2014
    • Piosenka nafaszerowana trotylem

      The Soundtrack Of My Life...Nirvana. Czy mi się to dziś podoba, czy nie, 'Smells Like Teen Spirit' zmienił moje życie. Jak się ma 15 lat, słucha Queen, Bon Jovi, Guns N'Roses czy Metalliki i pewnego dnia włącza radio i zupełnie bez żadnego ostrzeżenia słyszy 'Smells', to się musi odbić na psychice. Słuchałem i nie wierzyłem. To tak można? Ale jak to? Taki czad? To był wstrząs i olśnienie jednocześnie.  Prosta piosenka, która przewraca do góry nogami całe myślenie o kompozycji, brzmieniu, melodii i energii w muzyce. Jak zobaczyłem obrazek,  nie przestałem się dziwić. Jedna gitara, bas i gary a robią taki czad? Dzisiaj ten klip może trochę śmieszyć. Niedługo po premierze doczekał się parodii,  a dziś po 23 latach, sam jest dość niedorzeczny.Te trampki na początku, sweterek Cobaina, pan sprzątacz (mój faworyt) i ten szalejący niemal konwulsyjnie tłum. A na dodatek napis na bębnach 'chaka' i demolka instrumentów w finale.  A to wszystko, żeby zilustrować w sumie melodyjną piosenkę, tyle że nafaszerowaną trotylem.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 kwietnia 2014 22:25
  • środa, 26 marca 2014
    • Red Hot prawie jak U2

      The Soundtrack Of My Life...Red Hot Chili Peppers. Swojego czasu jeden z moich ulubionych zespołów. Po obejrzeniu w telewizji(chyba w 1990) klipu do 'Taste The Pain' zapragnąłem usłyszeć ich wszystkie wcześniejsze płyty. Spodziewałem się tam usłyszeć więcej tego dzikiego, nieprzewidywalnego czadu, pokręconych podziałów rytmicznych i funkowych gitar. Ale w dużych ilościach ich wczesna muzyka nie brzmiała za dobrze. Przełom nastąpił po 'Mother's Milk' a wejście do mainstreamu po 'Blood, Sugar, Sex, Magik' z 1991. Brzmienie stało się pełniejsze, zaczęli lepiej komponować no i mieli Johna Frusciante, jednego z bardziej kreatywnych gitarzystów na planecie. Kiedy parę lat temu definitywnie odszedł z zespołu ich twórczość przestała mnie interesować. W pewnym okresie byli wyjątkowi. W ich brzmieniu było dużo przestrzeni między ścieżkami poszczególnych instrumentów, gdzieś w środku niesamowita energia, a charyzma Kiedisa przykrywała jego fałszowanie. Teraz są przewidywalni. Prawie jak U2.
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2014 13:05
  • czwartek, 20 marca 2014
    • JAKIE CZASY, TAKIE GWIAZDY

      The Soundtrack Of My Life...'We Are The World'. Każdy, kto przeżywał dzieciństwo w latach 80 zna tę piosenkę. I to raczej z telewizji niż z radia. To był historyczny moment. Arystokracja popu nagrała hit hitów a dochód ze sprzedaży płyty został przeznaczony na pomoc głodującej Afryce. Każdy z wielkich miał do zaśpiewania linijkę tekstu, ale większość z nich zrobiła to tak, że ciary. Moje ulubione momenty to Springsteen i Cyndi Lauper. Ciekawe, że takiemu Dylanowi i Springsteenowi nie przeszkadzało, że mają zaśpiewać kompozycję Jacksona i Lionela Richie. Cel był ważniejszy. Nowa wersja tej piosenki, tym razem dla Haiti, to już nie to samo, choć nie można wykonawcom odmówić szczerych chęci. Po prostu, jakie czasy - takie gwiazdy. Wtedy Jackson, Stevie Wonder, Tina Turner, Springsteen i Diana Ross a teraz Bieber, Pink, Usher czy Nicole Scherzinger. Niestety nie ta klasa, nie ten kaliber. O ciarach nie ma mowy.
       
      
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 marca 2014 19:06
  • niedziela, 09 marca 2014
    • Przygniatający debiut Alanis

      The Soundtrack Of My Life...Alanis Morissette. Po 1995 na pewien czas straciłem zainteresowanie tym, co się działo w muzyce. Zakodowali MTV, muzyka gitarowa zrobiła się dziadowska a cała reszta - przewidywalna. Zaczął się trip hop, rozkręcił brit pop, za chwilę na fali legendy 2Paca masy zainteresowały się hip hopem. A ja odkryłem, że są jeszcze w życiu inne rzeczy ważniejsze nawet od muzyki i piłki nożnej.  W tamtym okresie tylko sporadycznie spotykały mnie jakieś muzyczne olśnienia. Jednym z nich była Alanis Morissette. Jej dorosły debiut 'Jagged Little Pill' to kolekcja w większości bardzo dobrych, bądź znakomitych piosenek, szczerych aż do rozdarcia i niejednoznacznych gatunkowo. Grunge w wersji light, ambitny pop, singer songwriting a w warstwie rytmicznej miejscami hip hop. Zakupiłem po pierwszym słuchaniu singla 'You oughta know' i katowałem na kaseciaku tysiące razy. Nie tylko ja. Dzięki dwudziestu paru milionom podobnych płyta stała się najlepiej sprzedawanym debiutem przemysłu fonograficznego. I to był największy sukces Alanis. Przygniatający tak bardzo, że niemożliwy do powtórzenia. Dzisiaj już mało kto słucha Alanis, mimo tego, że wciąż nagrywa dobre płyty. Nie stała się gwiazdą epoki internetu i itunes. Co nie zmienia faktu, że to jedna z bardziej interesujących śpiewających pań.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 marca 2014 21:44
  • poniedziałek, 24 lutego 2014
    • Silna Sheryl

      The Soundtrack Of My Life...Sheryl Crow. Naprawdę bogaty życiorys: nauczycielka muzyki autystycznych dzieci, chórki i duety u Michaela Jacksona na trasie 'Bad', debiut płytowy po trzydziestce, liczne nagrody Grammy, rak piersi, Lance Armstrong,  po czterdziestce dwójka dzieci (adoptowanych), guz mózgu i nie wiadomo co dalej. Sheryl nie nagrała przez ostatnie 20 lat słabej płyty, ale ja najbardziej zaprzyjaźniłem się z debiutem -'Tuesday Night Music Club'. Dużo pięknych momentów tekstowo i muzycznie. Nie słuchałem całości już długie lata a pamiętam i melodie i teksty. 'Strong Enough' to jeden z jej najlepszych numerów, do dzisiaj wykonywany na koncertach. 52 lata, taki bagaż na plecach a ona się trzyma  i nie poddaje.
       
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 lutego 2014 20:59

Tagi

Zakładki

  • Http://autystyczni.blox.pl/html

  • Http://rafalstec.blox.pl/html

  • Https://www.facebook.com/pages/Stowarzyszenie-Rodzice-dla-Szczecina/201741846620437

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa