Wpisy

  • niedziela, 16 lutego 2014
    • Polish artist - international level

      The Soundtrack Of My Life...Anna Maria Jopek. Tutaj mogę tylko same superlatywy. Cudowny głos, wyszkolony jazzowo, używany z wyjątkowym instynktem i ta perfekcyjna emisja. Tyle niezapomnianych chwil z płytami 'Farat' i 'Id' w tle. Jej płyty pięknieją w uszach z każdym kolejnym przesłuchaniem. A koncerty dostarczają niesamowitych przeżyć. Czasem więcej popu, czasem więcej jazzu, ale zawsze genialne brzmienie, wyczucie i elegancja. Klasa światowa. Nie ma zbyt wielu artystów w Polsce na takim poziomie.
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 lutego 2014 22:07
  • poniedziałek, 10 lutego 2014
    • NAJWSPANIALSZY GŁOS MOJEGO DZIECIŃSTWA

      The Soundtrack Of My Life...Whitney Houston. Zrobił się tu jakiś kącik wokalistek, ale myśląc o śpiewających paniach tej absolutnie nie można pominąć. To najcudowniejszy głos mojego dzieciństwa, o niezwykłej barwie i skali. Pamiętam ten dziecięcy zachwyt na brzmienie jej głosu, jego melodyjność i ciepło. I taką ją chcę pamiętać. Po pierwszych dwóch wspaniale zaśpiewanych płytach dalej było już gorzej. Jakieś przebłyski jeszcze się zdarzały, ale głos się niestety zmieniał. Stracił swoją wczesną delikatność i naiwność. Potem przybyło konkurentek o silnych głosach i zaczęły się zawody. Ale żadna z nich nie miała w głosie tego co Whitney, tej trafiającej prosto w punkt iskierki, unikatowego daru od Stwórcy. Na koncertach zdarzało się jej nieczysto trafić w dźwięk, nie zawsze olśniewająco brzmiały wysokie partie, ale w tym głosie była niezwykła muzyka. No właśnie była.

       

      

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 lutego 2014 18:44
  • poniedziałek, 27 stycznia 2014
    • Kobieta z dynamitem w płucach

      The Soundtrack Of My Life...Kayah. W roku 1995 nie zasłuchiwałem się w debiucie Edyty Górniak, bo tam po pierwszym odsłuchu wszystko było jasne. Płytą tej polskiej wokalistki, do której chciało się wtedy wielokrotnie wracać był drugi album Kayah 'Kamień'. To nie była po prostu kolekcja piosenek, to było prawdziwe dzieło. Chyba maksimum wrażeń estetycznych jakich może dostarczyć ambitny pop. Album zawierający znakomite, perfekcyjnie wykonane kompozycje, do tego dojrzały, przemyślany i znakomicie wyprodukowany. Jego prawdziwa wartość ujawnia się dopiero po wielokrotnym przesłuchaniu. Wtedy dopiero, jesienią 1995 roku Kayah ujawniła się szerszej publiczności jako solowa artystka z dynamitem w płucach, wiarygodna w różnych stylistykach od jazzu przez disco do muzyki etnicznej. Do dzisiaj robi swoją muzykę, sprawując nad nią kreatywną kontrolę, co w naszych warunkach jest osiągnięciem zasługującym na szacunek. Marzy mi się czasem, żeby kiedyś nagrała coś z typowo gitarowym składem. Wtedy dopiero ten potężny głos zyskałby należytą oprawę.
       
      
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 stycznia 2014 22:02
  • niedziela, 19 stycznia 2014
    • Tutaj wielkie talenty się marnuje

      The Soundtrack Of My Life... Edyta Górniak. Wspaniały talent na skalę globalną a zmarnowany w skali lokalnej. Obdarzona wyjątkowym głosem o pìęknej barwie,  szerokiej skali i niezwykłej dynamice, do tego  wrażliwa i muzykalna. Tak bardzo chciałoby się o kimś takim pisać tylko dobrze, ale szczerość i uczciwość nie pozwalają. Edyta Górniak ma w głosie niezwykle szlachetny pierwiastek, którego nigdy nie będą miały Beyonce, Celine Dion i Mariah a który miała  ze znanych mi wokalistek tylko Whitney Houston na pierwszych dwóch płytach. Można wybaczyć Edycie skłonności primadonny i słabość do kiczowatej dramatyczności. Ale trudno zaakceptować rozmienianie się na drobne w TV szołach i innych dziwnych miejscach ku uciesze gawiedzi. Były takie momenty w jej karierze, że zapierało dech w piersiach i były takie, gdy patrząc na nią czuło się skrajne zażenowanie, że tak bardzo się nie szanuje.  Być może wzbudza takie skrajne emocje, bo sama nie potrafi znaleźć równowagi w budowaniu kariery ani w życiu. Nie potrafiła pokierować sobą na skalę talentu, który otrzymała i nie trafiła na nikogo na tyle mądrego i twórczego, kto potrafiłby wydobyć z niej to, co najlepsze. Trochę przypomina w swojej bezradności i rozchwianiu Michaela Jacksona. Oby nie skończyła tak jak on. Kto w ogóle wymyślił, że ona ma wykonywać taki dziadowski dance-pop. W budowaniu muzycznej strony swojej kariery Edyta Górniak pogubiła się zupełnie, nieudolnie podążając za trendami, zawsze spóźniona. A przecież skala talentu predystynuje ją do tego by sama je wyznaczała. Umiarkowany sukces w Europie i Azji w latach 1995-99 to zaledwie minimum tego, co mogłaby osiągnąć. Gdy ma się do czynienia z tak wielkim talentem, wymagania też muszą być wysokie. Co ciekawe płyt Edyty słuchali nawet metalowcy, jak mój kolega z liceum Papi, który pomiędzy Manowar a King Diamond puszczał sobie płytę 'Dotyk' i mówił 'ten głos mnie rozwala na kawałki' albo jakoś inaczej. I na pewno się da ulepić z całej kariery Edyty playlistę, która dostarczy wrażeń na miarę jej talentu, ale to tylko promil tego, co powinna była nagrać. Wsród tych piosenek musi się znaleźć jej wersja 'Ready 4 Love'.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 stycznia 2014 21:34
  • czwartek, 16 stycznia 2014
    • Prostota ponad wszystko

      The Soundtrack Of My Life...Norah Jones. Jej debiut to jedna z najczęściej odtwarzanych płyt w naszym domu. I tak od już blisko 10 lat. To muzyka, na którą upływ czasu nie ma żadnego wpływu. Proste, w większości akustyczne instrumentarium, klarowne aranżacje, żadnych fajerwerków producenckich-muzyka z pogranicza folku, jazzu, country i bluesa. A jednak ta płyta gra i nigdy się nie nudzi. Jak się robi coś takiego? Głos Nory, dobrze dobrane kompozycje, kojący nastrój i ... wystarczy.  Czasami mniej oznacza więcej.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 stycznia 2014 21:49
  • czwartek, 02 stycznia 2014
    • NIEMEN - ARTYSTA PROGRESYWNY

      The Soundtrack Of My Life...Czesław Niemen. Nawet jeśli sam nie za często go sobie puszczałem, to zasłuchiwałem się, gdy puszczali inni, na przykład w nieocenionej 'Trójce'.  Mój tata wciąż posiada ponad czterdziestoletni winyl 'Niemen Enigmatic'. Moim zdaniem to pomnik polskiej kultury w każdej skali, pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć, co gra w tej polskiej duszy. A sam Niemen to artysta w Polsce osobny, pokochany za piosenki a tak naprawdę zupełnie niedoceniony za odważniejsze dokonania. Niesamowita wizja wzbogacenia tekstów Norwida, Asnyka, Kubiaka i Tetmajera muzyką dzisiaj wciąż jest żywa. Pamiętam jak dziś smsa od jednego z uczniów:'nie wiem czy pan już wie, że dzisiaj odszedł od nas Czesław Niemen'. Do tej pory takie njusy dochodziły  do mnie w pierwszej kolejności z internetu a tu proszę - czujni uczniowie są szybsi. Ten Artysta przez wielkie 'A" zostawił dużo wspaniałej muzyki wartej cierpliwego słuchania. A swoją drogą fajnie byłoby mieć znów uczniów słuchających Niemena-jednego z niewielu polskich muzyków progesywnych.
      
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 stycznia 2014 13:32
  • wtorek, 24 grudnia 2013
    • PINK FLOYD PONAD CZASEM

      The Soundtrack Of My Life...Pink Floyd. Kolejna moja fascynacja z czasów liceum.  Na polskim przerabialiśmy wielką czwórkę romantyków: Mickiewicza,  Słowackiego, Krasińskiego i Norwida a ja w domu przerabiałem po kolei płyty Floydów. Do osiemnastki przerobiłem wszystkie ich kamienie milowe a na koniec, na klasowej wycieczce w Warszawie (tam dotarła do mnie wieść o śmierci Cobaina) zakupiłem ich ostatni studyjny materiał 'The Division Bell'. Jeśli o mnie chodzi, to wszystko,  co najważniejsze w ich muzyce dzieje się na poziomie konceptu, brzmienia i struktury kompozycji. Popisy instrumentalne, podający tekst wokal i orkiestracje uważam za kwestie drugorzędne. Najpiękniejszy dla mnie fragment 'The Dark Side Of The Moon', utwór 'Time' po 40 latach od powstania brzmi tak samo znakomicie. Niepotrzebna tu obróbka cyfrowa czy inne zabiegi producenckie. Tak się robiło muzykę ponadczasową. Ktoś jeszcze umie robić takie rzeczy?
       
      
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 grudnia 2013 13:51
  • niedziela, 15 grudnia 2013
    • Z listy przebojów na pogrzeb.

      The Soundtrack Of My Life...King Crimson. Gdyby istniała lista przebojów pogrzebowych, 'Epitaph' byłby w top10 wszechczasów. To ballada-monument z debiutu 'In The Court Of The Crimson King' z 1969 roku-płyty, która zdefiniowała prog rocka. Pamiętam dobrze pierwsze słuchanie tego materiału. Miałem 17 lat i nigdy wcześniej nie zetknąłem się z podobnymi dźwiękami. Dla mnie były to przede wszystkim piękne melodie w zaskakujących aranżacjach i niecodziennym instrumentarium z tworzącym niesamowitą atmosferę melotronem na wierzchu. 'Epitaph' to jeden z tych utworów, którego nawet po jednokrotnym wysłuchaniu nie zapomina się nigdy. A to świadczy o niesamowitej mocy tej muzyki.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 grudnia 2013 22:39
  • poniedziałek, 09 grudnia 2013
    • Niedościgniony polski band.

      The Soundtrack Of My Life...Ścianka. Absolutnie niedościgniony polski band. Po płytę 'Dni Wiatru' sięgnąłem zachęcony recenzją w 'Machinie', kiedy jeszcze nadawała się ona do czytania. Muzyka Ścianki wciągnęła mnie wtedy z butami. Najpierw słuchanie z wypiekami na twarzy z pytaniem, co będzie dalej, co oni jeszcze wymyślą. A potem odkrywanie kolejnych warstw, faktur, detali. Mozolne ogarnianie całości, wsłuchiwanie się w kompozycje, w to jak brzmią poszczególne instrumenty, szukanie odniesień a tu znowu i znowu coś nowego. Tak to jest jak gruntownie wykształceni muzycy biorą się za szeroko pojętą muzykę rockową. Moim zdaniem, po wielu godzinach obcowania z tymi dźwiękami, Ścianka z lat 1998-2004 to absolutnie najjaśniejsze zjawisko w całej polskiej muzyce. Ich opus magnum ' Dni Wiatru' to w zasadzie bardziej słuchowisko, zestaw eksperymentów brzmieniowych, zapis poszukiwań zupełnie nieogranych środków wyrazu w muzyce wszechgatunków. Najpierw natchniona wizja a potem bezkompromisowe dążenie do jej dźwiękowej realizacji. Nie wiem, czy ktoś w polskiej muzyce doszedł tak daleko. Niedawno posłuchałem tego pierwszy raz od ponad 10 lat. Wypìękniało w uszach. Wciąż świeże.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 grudnia 2013 18:55
  • niedziela, 01 grudnia 2013
    • Ktoś jeszcze pamięta Lenny Valentino?

      The Soundtrack Of My Life...Lenny Valentino. Już prawie zapomniałem o tej muzyce. A to przecież jedna z najlepszych polskich płyt wszechczasów. No i kolejny mój towarzysz z czasów, gdy miałem czas na to, by robić w ciemności kolejne kilometry ze słuchawkami na uszach. Jedyna płyta tej formacji to owoc spotkania Artura Rojka, Mietalla Walusia i muzyków zespołu Ścianka. Po wysłuchaniu w radiu fragmentów od razu zapragnąłem wysłuchać całej płyty. To rzecz po prostu doskonała - spójna brzmieniowo, kompozycyjnie i tekstowo wizja, do tego konsekwentnie i bezkompromisowo zrealizowana. Coś niezwykle rzadkiego w kraju nad Wisłą, gdzie nawet jak coś ociera się o geniusz, to jednak przy bliższym obcowaniu rozczarowuje. A tutaj mamy muzykę i przelotnie wzruszającą i głęboko wstrząsającą jednocześnie. Ale wstrząsy przychodzą po wysłuchaniu, gdy to co zostało w uszach robi swoją robotę w głowie. Tej płyty trzeba słuchać w całości. Tylko wtedy kolejne utwory złożą się w narrację zgodną z intencjami autorów. Czytałem bezradne brednie recenzentów o tej płycie, próby oceny. W tym przypadku to zupełnie bez sensu. Lepiej przestać gadać i po prostu posłuchać.  Najlepiej wtedy gdy jest ciemno i cicho.
       
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Ktoś jeszcze pamięta Lenny Valentino?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      karolpietrzyk1976
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 grudnia 2013 21:52

Tagi

Zakładki

  • Http://autystyczni.blox.pl/html

  • Http://rafalstec.blox.pl/html

  • Https://www.facebook.com/pages/Stowarzyszenie-Rodzice-dla-Szczecina/201741846620437

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa